Friday, January 24, 2014

" Riksza " - ( nepalski rower trzykołowy z umieszczonym z tyłu siedzeniem dla pasażera ) przywiózł do hotelu meble. Ustalona cena ( oczywiście z góry ) była 100 Rps. To normalna cena za przejechanie rikszą odcinka około 500 m.
Rikszarz był zadowolony z ustaleń co do ceny, dopóki nie zobaczył mnie ( białej ) w drzwiach hotelu.
Na co natychmiastowo oznajmił : " Hotel prowadzi biała - to cena jest podwójna, 200 Rps."
I nie ważne, że "biała" w Nepalu mieszka, po nepalsku mówi i ceny dobrze zna.
On chce dwieście rupi i koniec.
No i dałam mu 150 Rps, bo nie chciał za nic ustąpić.
I tak tu się mam czasami.
Że pomimo tego iż Nepal uczyniłam swoim domem, dla wielu ludzi wciąż jestem tylko ciągle "biała".

Wednesday, January 22, 2014

Dziś był u nas w Mi Casa też " sadhu " - święty człowiek.
Przyszedł ofiarować nam błogosławieństwo i dobre słowo aby nam się szczęściło finansowo.
Mówią, że jak "Sadhu" przyjedzie to dobry znak.

Moja sąsiadka ( tybetanka ) która odwiedza nas codziennie i zawsze życzy nam pomyślności aby w końcu udało się nam otworzyć ten hotel.
Ja słowa po tybetańsku nie umiem i ona słowa po angielsku nie umie, ale okazuje się że to nie istotne jest bo można mieć porozumienie bez słów...
Cieszę się, że przychodzi odwiedzić nas każdego dnia.

Tuesday, January 21, 2014

Codzienna konwersacja którą prowadzę z nepalskimi mężczyznami przy budowie naszego hotelu :

Ja mówię : zróbmy coś dzisiaj.
Oni mówią : zróbmy coś jutro.

Czasami się spalam, czasami jednak udaje mi się podejść do tego tak jak oni, że ok zrobimy to jak to zrobimy - ale raczej mam trudność w relaxowaniu się ciągłym, piciu herbatki i siedzeniu sobie ot tak po prostu. Ratunku ! Pomocy ! - nie potrafię.

Więc wzięłam raz pędzel, wałek i poprawiałam niedociągnięcia po ich malowaniu.
Wszyscy byli w szoku, że ja też potrafię.
Układałam też płytki równo w łazience .
I pokazywałam im co to jest poziomica i w jakim celu się ją używa.
Niestety nikt nie potrzebuje jej tu używać bo wszystko oblicza się na oko.
I tak powstały gdzie niegdzie nierówne ściany, źle przyczepione kontakty, karnisz i lustro.
Ale przecież to nie jest istotne. Nikt oprócz mnie, nie zwrócił na to uwagi.
I teraz sobie myśle, że może właśnie przez to ten Nepal jest taki ciekawy dla nas bo taki zupełnie inny niż to co znamy i co nam pokazano...

NEPAL - never ending peace and love

Thursday, January 16, 2014

O różnicach kulturowych słów kilka.

Choć Nepal kocham i jest moim domem, to...

Pomimo tego, że tu mieszkam, że po nepalsku mowię bardzo dobrze, to często jestem traktowana jak turystka. Sprawa dotyczy głównie cen, choć dobrze wiem ile co kosztuje, to zawsze próbuje mi się sprzedać coś drożej i kiedy mówię, że tu mieszkam i że wiem ile co kosztuje, to mi odpowiadają że owszem ale biali mają inne ceny.

Ostatnio złapałam się na tym, że przepuśćiłam faceta w drzwiach. I tak dobrze, że jeszcze mu tych drzwi nie otworzyłam i nie powiedziałam " After you, sir ".
Tu się ustępuje miejsc siedzących w autobusach, restauracjach - mężczyznom.
Przepuszcza ich się w drzwiach pierwszych i nie spaceruje się ramie w ramie z facetem, tylko parę kroków za nim. I dodatkowo jeszcze to kobieta nosi jego torbę, plecak.
Mężczyźni też pierwsi zasiadają do stołów aby spożyć posiłek i kiedy skończą, wtedy dopiero zasiadają  kobiety.

Przy budowach domów najczęściej pracują kobiety - noszą cegły, rozrabiają cement, kopią doły.
A ich dzieci bawią się na terenie posesji domu który budują, bo rodziców nie stać na posłanie dziecka do szkoły. Taki średni miesięczny zarobek kobiety pracującej na budowie to jest około 50 $ miesięcznie. Szkoła kosztuje 25$ miesięcznie.

W jednej rodzinie pare osób nosi te same buty. Jest jedna czy dwie pary butów i dzieli sie nimi wzajemnie. I nie wynika to tylko z biedy. Widziałam w wielu bogatych domach, że te same sandały, klapki nosi pare osób więc nie wynika to z biedy, tylko ze sposobu podejścia do tego co wspólne.
Tak samo z grzebieniem do włosów, czapkami czy skarpetkami. Komu wpadną w rękę - do tego dzisiaj należą.

Można wejść do sklepu, wybrać jakąś rzecz i dogadać się ze sprzedawcą ( pomimo że się go nie zna ) że zapłaci się za nią jutro, pojutrze, za parę dni.
Zostawia mu się tylko wizytówkę czy kontakt do siebie.
Ludzie tu sobie ufają i generalnie są ok w stosunku do siebie jeśli chodzi o rozliczanie się finansowe.

Mężczyźni mogą mieć więcej niż jedną żonę.
Znam pare takich rodzin i pomimo tego, że mnie to ciągle dziwi - oni żyją sobie jednak spokojnie i w zgodzie.
Choć  jak ? - ja tego nie potrafię zrozumieć.

Kobiety pracują ciężko fizycznie w polu.
Tną też drewno siekierą na opał i przynoszą to drewno na opał do domu.
Historie że kobieta urodziła dziecko podczas zbierania drewna na opał w lesie czy sadzenia ryżu w polu - słyszałam wielokrotnie i nikogo tu nie dziwią.

Ponad 60% ludzi w Nepalu jest analfabetami bo szkoły nie są obowiązkowe i nawet te publiczne są płatne.
Ażeby dostać się do szkoły - do pierwszej klasy podstawówki, trzeba zdać egzamin z pisowni alfabetu angielskiego, nepalskiego, pisowni podstawowych nazw kolorów, zwierząt i dni tygodnia oraz umieć liczyć od 1 do 100.

Dzieci pracują tu bardzo często i nie ma takiego prawa które określa że nie można zatrudniać nieletnich.
Widziałam wielokrotnie dzieciaki ośmioletnie pracujące na budowie, w knajpach, pralniach czy autobusach jako sprzedawcy biletów.
Nikogo to tu nie dziwi.

Nepal nie ma konstytucji. Od 2008 roku, rząd próbuje usiąść aby powołać zgromadzenie konstytucyjne. Bezskutecznie.
Położyliśmy posadzkę kamienną przed hotelem. Po posadzce nie można chodzić przez 48 h żeby zaprawa dobrze wyschła.
Przyszedł hydraulik i pomimo przeciągniętego sznurka tak, który pokazuje jaką trasą można po posadzce pójść, wchodzi na środek tarasu i staje.
Krzyczę do Niego, że nie można tu chodzić, bo posadzka jest dopiero co położona i żeby się przesunął.
Ale on nadal stoji.
Więc ja nadal krzyczę, żeby sie przesunął i stanął na wyznaczonej do tego części.
Spojrzał na mnie z gniewem i powiedział :
- " nie przyjmuje rozkazów od białych kobiet "

Więc poprosiłam innego pracownika ( nepalczyka ) o to aby mu powiedział żeby sie przesunął z części posadzki po której chodzić nie można.
I zrobił to, kiedy to mężczyzna mu powiedział ze nie wolno tu stać czy chodzić.

Czasami bycie w Nepalu jest trudne.
Ale robie swoje i tak....

Historyjka ze sklepu z materiałami :

Poproszę 20 metrów tego materiału ( wskazuje palcem o który mi chodzi )
 - " 200 metrów ? " - pyta sie sprzedawca i już zajmuje się przekładaniem innych materiałów aby dostać sie do tego pod spodem który chce kupić.
- Nie, nie 200 metrów, tylko 20 metrów potrzebuje - odpowiadam.

Aaa - macha ręka i mówi : to nie chce mi się wyciągać. Ręka mnie boli .

I serio nie wyciągnął. 
:-)

Monday, January 13, 2014

Jeszcze parę dni i hotel " mi casa " będzie już gotowy.
Nie ukrywam, że jestem zmęczona i że budowa hotelu w Nepalu była dla mnie wyzwaniem.
I nie tylko dlatego że jest to inny kontynent wiec sposób myślenia, działania i spojrzenia ludzi jest zupełnie inny od mojego ale też dlatego że w Nepalu są pewne trudności - nie ma prądu, na telefon stacjonarny czeka sie do dwóch lat ale można go załatwić i w jeden dzień. Hydraulik do pracy przychodzi każdego dnia od dwóch tygodni i trafić do "mi casa" nie może. Przywieziono mi podłogę w kolorze innym niż prosiłam ( no troche innym ) i tłumaczono mi że to jest dokładnie ten sam kolor. Nie mówiąc już o tym że dla nepalczyków kolor czarny to też jest brązowy. A pomarańczowy to jest brązowy. Żółty to złoty. Czerwony to też bordowy - a jeszcze jak sie troche świeci złotem to w ogóle jest super. 
Ale przetrwalam to ! :)
18 ego stycznia są zaproszeni nasi przyjaciele, znajomi na tort urodzinowy " mi casa ", choć otworzymy się od 25 ego stycznia.
Jeszcze sporo sprzątania przed nami :)

Thursday, January 9, 2014

Cztery godziny spóźnił się elektryk na umówione spotkanie w hotelu.
Przyszedł w momencie kiedy akurat prąd wyłączyli.
W Nepalu jest " load shedding " i prądu nie ma 14 h dziennie.
Na tydzień do przodu są komunikaty powiadamiające o tym kiedy prąd jest wyłączany.
W dużej mierze mamy opóźnienie w otwarciu hotelu przez brak prądu i ciągłe spóźnianie się pracowników, kontraktorów.
Spóźniają sie natomiast z uśmiechem i kompletnie nie rozumieją tego że sie spóźnili, nawet kiedy jest to pare godzin jak w tym przypadku 4h. Usłyszałam że : " no ale o co chodzi, przecież już jestem "
Spóźniają sie tu wszyscy wszędzie.
I wszyscy to przyjmują normalnie, czekają.
Do tego jeszcze jak przyszedł to zaczął od picia herbatki.
No dla mnie szokujące i cieżko sie przyzwyczaić mi do tego że ciągle wszyscy tak się tu spóźniają.
Jestem chyba jedyną osobą wsród moich znajomych tu która przychodzi na czas. Nauczyłam się już mieć przy sobie zawsze książke żeby tak bezczynnie nie siedzieć czekając.

Fajnie jest nie śpieszyć się, móc nie biec, nie gnać i nie mieć tego poczucia że muszę ze wszystkim zdążyc co bliskie jest nam na zachodzie. Ale fajnie też mieć szacunek do innych i ich czasu.
Ale skoro tu jest tak że wszyscy się ciągle spóźniają to trudno mówić o tym że jest to brakiem szacunku dla drugiej osoby. Bo tu się nikt o to nie obraża, nie unosi. Tu po prostu tak jest.

Monday, January 6, 2014

Moje przygody w sklepie:

Zakupiłam około 90 sztuk oświetlenia - lamp, lampek, kinkietów na potrzeby hotelu.
Cztery sztuki były wybrakowane, czegoś nie było, coś tam nie pasowało. Więc wracam ponownie do sklepu z tymi czterema lampami aby uzupełniono im części których im brakuje. No i nie zostałam jakoś mile przyjęta. Hindus ( właściciel sklepu ) nie wiedząc chyba że rozumiem i mowię po nepalsku wydukał coś pod nosem w stylu "jar - What a bad luck today”.
Ok. - Ale ja proszę o wymianę tych lamp na nowe albo o uzupełnienie im części.
Więc właściciel sklepu ogląda jedną lampę i twierdzi że wszystko w niej jest ok. 
Więc ja mu tłumaczę, że nie jest i pokazuje mu kolejną lampę taką samą która wisi na sklepie i ma tą część której mojej lampie brakuje.
Więc właściciel bierze tą lampe sklepową i urywa z niej tą część o której ja teraz piszę i mówi : teraz te dwie lampy są takie same. A jaki jest problem dwóch pozostałych ?" ( tych których przyniosłam rownież do wymiany ) 
:-)

Wednesday, December 25, 2013

A takie oto pierogi jedliśmy ( zwane momo ) :
Pychota. Kuchnia tybetańska. Przypominają troche pierogi polskie ( nie bardzo, ale powiedzmy ) :)

Tuesday, December 24, 2013

A tak oto wygląda nepalski Święty Mikołaj, spotkany przez nas na ulicy Kathmandu :