Tuesday, December 17, 2013

Tenzin i Jego rower. 
Uwielbia jeździć rowerem. Ma niespełna sześć lat.
Ćwiczymy każdego dnia, aby trasę pomiędzy Kathmandu a Lhasa w Tybecie uczynić możliwą do pokonania.

Cieszy mnie to jako matkę, że Tenzin ma pasję. Ja mu pomagam ją tylko realizować.


A tak mi sie kojarzy Nepal - z radością i życzliwością. Zawsze. Dla każdego. Dla siebie też. Bez pośpiechu. Spokojnie. Świadomie.
Miewam takie momenty, że sobie myśle, że ta budowa hotelu to ponad moje siły.
Więc robię sobie chwile wolnego od tej budowy, - ostatnio były dwa takie dni wolne, które to spędziłam z dziećmi na spacerach po okolicy, patrzeniu w góry, na słońce i czerpania radości z tego.

I dziś powrót do hotelu był znowu miły.

A oto dzisiejsze zdjęcia :


Wednesday, December 11, 2013

Znalazłam taki piękny, stary ołtarzyk z Buddhą.
Znalazłam też miejsce na niego w naszym hoteliku.
Choć prace nadal trwają i na pytania kiedy się otworzymy już nie odpowiadam. :) - miało być w październiku, to teraz mówię, że otworzymy się jak się otworzymy.

Teraz mamy inne marzenia. Przejechać rowerem z Kathmandu do Lhasa ( Tybet ) i zrobić to w trzy tygodnie. To ponad 1200 km trasy w górach, często na wysokości ponad 4000 m npm, najwyższy punkt to 5220m npm.
My tzn moje sześcioletnie dziecko, jego trener rowerowy, który tą trasę pokonał juz wcześniej i który nie ukrywa, że było to bardzo trudne.
Trenujemy więc codziennie, jeździmy po lokalnych górkach, pagórkach i mój sześciolatek nie może już żyć bez roweru.

Jeśli się powiedzie wyprawa, Tenzin będzie najmłodszym chłopcem, który pokona tą trasę.
On chce, - my go wspieramy.
Marzenia trzeba spełniać!

Masz ochotę jechać z nami ?
- Szykuj się na wrzesień 2014.

Monday, December 2, 2013

Wynajmujemy mieszkanie pewnie w jednym z ładniejszych domów w naszej okolicy. 
Bardzo ładny ogród, czysty, zadbany, dużo kwiatów, zawsze posprzątane.
Mimo tego jednak, wlasćiciele domu bardzo często wyrzucają śmiecie dosłownie pod bramę, płot własnego domu. Nie dość ze to śmierdzi, brzydko wygląda, jest często rozgrzebane przez psy bezdomne, to szokujące jest dla mnie jednak to, ze kontener na śmieci, znajduje sie 30 metrów dalej od domu.
Ja nie widzę żadnego problemu wrzucić śmieci do kontenera - dla nich to jest jednak jakaś abstrakcja. Tych kontenerów nikt zdaje sie nie zauważać.
Owszem - lokalna społeczność, która zawiązała stowarzyszenie składające sie z samych kobiet, sprząta okolice - zbiera śmierci raz w miesiącu.
Ale czy nie lepiej edukować dzieci w szkole, właścicieli domów, ze są kontenery na śmieci ( a jest ich w mojej okolicy sporo) niż zbierać ciągle śmiecie które ktoś wyrzucił.
Pieniądze które stowarzyszenie zbiera od każdego właściciela domu na ten cel, można by poświecić na inny cel jak naprzyklad zbudowanie paru huśtawek w okolicy dla dzieci, albo naprawę drogi czy zbudowanie kolejnego ujęcia wody.
W mojej okolicy jest tylko jedno takie ujęcie i to jest za mało. Czasami kolejka po wodę jest paro godzinna.
Prace trwają nadal.

Czy my wogóle otworzymy ten hotel ?
Na pytania o kiedy ? - wolę już nie odpowiadać. 

Jechałam dziś słynnym " micro " do dzielnicy turystycznej i wszędzie zauważam dzieci cieżko pracujące - czy to w restauracjach, czy na ulicy - wszędzie.
Za marne grosze - często za 1$ dziennie plus wyżywienie wykonują ciężkie prace.
W dzielnicy turystycznej tak ich nie widać bo oburzałoby to turystów. Ale wystarczy wejść do nepalskich lokalnych restauracji i dzieci pracują na kuchni, na zmywaku.
Dziecko które pracuje w micro, którym jadę - jego praca polega na otwieraniu i zamykaniu drzwi micro, nawoływaniu ludzi poprzez krzyczenie głośno trasy jaką micro pokonuje, przyjmowaniu opłat za bilety.
Chłopczyk wygląda na osiem - maksymalnie 10 lat.
Założę sie, ze pewnie jest żywicielem rodziny, która mieszka na wiosce.
Często rodzina posyła dzieci do Kathmandu, celem wykonywania pracy.
Życie na wiosce jest trudne, bardzo trudne. Praktycznie nie możliwe jest mieszkającym na wiosce mieć jakieś dochody, jakiś income.
Biedne rodziny stawiane są wiec w trudnej sytuacji posłania jednego członka rodzina do miasta aby zarabiało i utrzymywało rodzine.

Coraz częściej zauważam, ze Nepal pomimo swojego piękna, którego mu nie odbieram - ma tez swoje ciemne strony, miejsca.

Sunday, December 1, 2013

Egzaminy w przedszkolu. 
Tak, - nie podoba mi sie to wcale.
Moje dziecko ( prawie sześcioletnie ) jest w zerówce.
Żeby móc pójść do szkoły - do pierwszej klasy, musi zdać egzamin z pisowni alfabetu nepalskiego, angielskiego, pisania liczb od 1 do 100. Pisania nazw dni tygodnia w alfabecie angielskim, kolorów, nazw zwierząt, owoców, warzyw i prostego dodawania w stylu 1+ 5= 6.
Mocno przesadzają z tym co musi umieć pięciolatek, sześciolatek tu.

Poszedł na egzamin bez stresu, spokojnie, tak jakby trochę nie rozumiał o co chodzi.

A mnie chodzi pomysł po głowie otworzenia tu szkoły dla dzieci - całkiem normalnej, gdzie nie trzeba sie popisywać co dziecko pięcioletnie juz potrafi napisać. Tylko normalnie - szkoła dla dzieci, ma uczyć oczywiście ale nie tylko pisania ale tez rozumienia tego swiata, bycia ludzkim, otwartym.

Może ktoś tam jest - kto by chciał razem ze mną taką szkole tu w Kathmandu otworzyć, prowadzić ?
Czekam na listy od Was, od kogoś...

Saturday, November 30, 2013

Tak wyglądało głosowanie na wioskach do Zgromadzenia Konstytucyjnego.( zdjęcia poniżej )

Dziś w wiadomościach podano, ze maobadi ( Partia Maoistów ) dąży do unieważnienia tych wyborów gdyż okazało sie, ze pomimo tego iż głosowało 70% wyborców - kart do głosowania było o 12% więcej, czyli to oznacza ze głosowało więcej osób niż było do tego uprawnionych.

Przeciekły także rożne nagrania video oraz rozmowy o tym jak jedna i ta sama osoba głosowała dwa razy w tych samych wyborach. 

Nepal. Piękny, magiczny. Ale niestety ciągle nie uporządkowany.
Korupcja, wymuszanie łapówek od bogatych, kolesiostwo i nepotyzm w polityce to i tak mały problem tego kraju. 
Większym jest brak dostępu do szkoły, opieki medycznej, wody, brak prądu, dróg - wszystkiego tego co jest podstawą do normalnego życia na zachodzie.




Thursday, November 28, 2013

Stoły, krzesła zrobione.
Zostaje dużo sprzątania teraz.
Ciągle czekamy na telefon - na numer telefonu stacjonarnego czeka sie w Nepalu do dwóch lat, oczywiście wszystko można załatwić inaczej. Pod stołem.

Wednesday, November 27, 2013

Ósma nad ranem w Kathmandu.
Czekamy na słońce. 
Tak ! - w czapkach, kurtkach, ciepłych bawełnianych szalach siedzimy w mieszkaniu w oczekiwaniu na troche ciepła, troche promieni słońca. O 10-ej rano bedzie juz bardzo ciepło a o 12-ej bedzie ponad 20 stopni C. 
Nocą temperatura spada do zera, poniżej zera. Jest zimno.
Śpimy w czapkach, kurtkach, śpiworach.
Mieszkania nie są ogrzewane gdyż brakuje prądu, gazu i nie ma drewna do ogrzewania.

Mimo wszystko, - jest nam dobrze ! :)
Kathmandu powinno sie raczej zwać Dogmandu.
Wszędzie pełno bezdomnych psów na ulicach, takich kochanych ciepłych kundli, których zresztą na co dzień dokarmiam jak tylko mogę.
Daliśmy tym naszym psom bezdomnym mieszkającym na ulicach naszego miasta, w naszej okolicy imiona. I tak jest : Kakao ( uwielbia sie przytulać ), Groźny ( tylko tak wygląda ), mama ( bo ciągle ma małe ) , Głośny ( ciągle szczeka, w nocy wyje ) , Kali ( po nepalsku : czarna ) i Kropka ( bo ma plamkę na uchu ).
Nikt mnie za to dokarmianie psów tu, niestety nie lubi. - i nie szkodzi. Ja i tak robię swoje.

W Nepalu pies to darmozjad, włóczęga i " obiekt " do obrzucenia kamieniami.
I pomysleć, ze biała ( ja ) ich do siebie przytula- przecież odchody krowie jedzą, no i wogóle są zbędne, bezużyteczne. I jeszcze do tego biała dzieci swoje w to miesza.
Widzę, ze wzbudzam tym pogardę u innych.

Ja tam sie nie czepiam waszych karaluchów co to śpią pod waszymi materacami i nie rozumiem tez w jaki sposób są one użyteczne ?
-Czy ktoś mi może to wytłumaczyć ?

Kathmandu a raczej Dogmandu z lotu ptaka a raczej helikoptera .