Rytuał wręczenia " Tika " to błogosławieństwo, które ma uchronić przed wpływem złych istot, duchów i zła. Tak dzisiaj obchodzilismy to święto w kathmandu.
Raczej osobiste notatki i spostrzeżenia o życiu w Nepalu. Zwykłe życie zwyczajnej osoby. Co jest niezwykle za to, to Himalaye, tutejsza życzliwość ludzka i ich codzienność.
Tuesday, November 5, 2013
Monday, November 4, 2013
To dziś dla wielu najważniejszy dzień podczas całego Święta Światła zwanego w Nepalu " Tihar " a w Indiach " Dipawali ".
Ostatni dzień Święta zwany " Bhai Tika " jest świętem brata i siostry, podczas którego siostra błogosławi brata, wykonując rytuał ochraniający go przed złymi duchami ( wygląda to w ten sposób, ze siedzącego brata, siostra okrąża trzy razy, skrapiając wokoło niego podłogę oliwą a także oliwą smaruje jego głowę i uszy )
Potem ofiarowuje swojemu bratu kolorowy znak " Tika " na czole oraz zawiesza mu na szyji naszyjnik ( malla) zrobiony z żółtych kwiatów oraz wręcza mu prezenty ( najczęściej suszone owoce, ale tez w kathmandu zauważyłam ze najczęściej są to ubrania, szale ) życząc mu wszelkiej pomyślności i długiego życia a on w zamian ofiaruje siostrze pieniądze i przysięga bronić zawsze jej honoru.
Jest to czas kiedy rodziny, szczególnie brat i siostra muszą być razem, bo od tego błogosławieństwa bedzie zależała pomyślność i zdrowie brata w tym roku.
Jeśli ktoś nie ma brata lub siostry, to dziś jest czas aby kogoś swoim bratem lub siostrą uczynić poprzez ofiarowanie mu kolorowego znaku " Tika " na czole i zaproszenie go do swojego życia oraz poprzez złożenie sobie przysięgi, ze odtąd jest sie bratem i siostrą.
Dla nepalczyków takie relacje, więzi stają sie bardzo mocne, jakby rzeczywiście byli dla siebie rodzeństwem i są to relacje które trwają całe życie.
Sunday, November 3, 2013
Według wierzeń nepalczyków, Bogini Lakszmi przynosi obfitość, bogactwo, szczęście i mądrość do domu.
Trzeba Jej wskazać drogę do domu poprzez namalowanie ścieżki z wody wymieszanej z czerwoną gliną, która prowadzi od wejścia czy drzwi domu do jego środka. Ścieżka oświetlana jest lampkami oliwnymi a na jej końcu buduje sie ołtarzyk z wizerunkiem Lakszmi oraz maluje sie z pofarbowanego wcześniej ryżu piękne motywy w stylu mandali, ofiarowuje sie kwiaty, owoce, pieniądze, ryż i czerwony proszek z którego robi sie znak Tika na czole. Pali sie kadzidła i lampki oliwne aby uczcić i zaprosić do swojego domu Boginie Lakszmi. Na wioskach bardzo często kładzie sie pudeleczko - skarbonke do której wkłada sie co roku pieniędze, które to można użyć tylko w nagłych przypadkach.
W kathmandu zauważyłam ze na ołtarzyku tuż przy zdjęciu Bogini Lakszmi kładzie sie często portfel, aby zostać obficie przez cały rok obdarowanym pieniędzmi.
Takie ołtarzyki powstają także w sklepikach, miejscach pracy, biurach.
Tego dnia szczególnie nepalczycy nie targują sie o ceny , gdyż uważają ze trzeba przyjąć pieniądze jakie ktoś nam ofiaruje czy zapłacić tyle ile ktoś rząda, po to aby sie finansowo szczęściło.
Bogini Lakszmi przychodzi do każdego domu, obdarowując wszystkich swoim bogactwem.
To bardzo ładny czas teraz w Kathmandu. Czas światła.
Saturday, November 2, 2013
Przyszedł piękny czas Świąt " Tihar " albo inaczej zwanych tez " Diwali ", co oznacza święto świateł.
Na zdjęciu : dzieci w kathmandu maszerujące dziś od domu do domu tańcząc i śpiewając tiharowskie pieśni.
Święta hinduistyczne obchodzone na cześć Bogini Lakszmi.
To bardzo radosny czas poświęcony ku czci życia, pomyślności, braterstwa, oddawania błogosławieństw zwierzętom takim jak : kruk, krowa i pies.
W tych dniach przyozdabia sie domy girlandami kwiatów, światełek, lampek oliwnych, żarówek świecących kolorowo i zostawia sie drzwi domu otwarte szeroko na oścież oświetlając pomieszczenia lampkami aby Bóg mógł znaleść drogę by wejść do domu do środka.
Całe miasto Kathmandu nocą zamienia sie w wielkie jedno światło.
To czas tez kiedy nie wyłączany jest prąd przez elektrownie i można cieszyć sie światłem cały dzień i noc.
Święta trwają pięć dni i rozpoczynają sie dniem w którym ofiaruje sie błogosławieństwo dla kruka.
Istnieje w Nepalu przesąd który mówi o tym, ze jak kruk kracze to zwiastuje smierć, należy więc z szacunkiem traktować kruki i oddawać im cześć. Tego dnia ofiaruje sie dla nich ryż na talerzach zrobionych z liści, które to wystawia sie przed dom aby nakarmić kruki i zadowolić je tak aby uniknąć ich krakania przed domem.
Drugi dzień świąt poświęcony jest oddawaniu czci psu.
Tego dnia obdarowuje sie psa girlandami kwiatów, czerwonym znakiem Tika, ryżem do spożycia i prosi sie go o strzeżenie wrót domu przed niebezpieczeństwem.
W Kathmandu które powinno mieć raczej nazwę Dogmandu jest mnóstwo bezdomnych psów na ulicach, tego dnia dba sie o to aby wszystkie były nakarmione i pobłogosławione znakiem Tika.
Dziś jest trzeci dzień świąt zwany Lakszmi Pudza, w którym to czci sie święte krowy.
I tak samo ofiaruje sie im girlandy z kwiatów, jedzenie i czerwony znak Tika.
Krowa w hinduistycznym wierzeniu jest jak matka, jak wszechświat bo daje życie człowiekowi poprzez to ze daje mleko, rownież człowiekowi.
Niektórzy w tym dniu piją jej mocz, wystarczy kilka kropel dodać do posiłku, na znak oddania jej szacunku. Często na wioskach jej łajno przykleja sie do ścian domu, aby je wysuszyć na słońcu i pozńiej używać do rozpalania ognia.
Przez cały czas trwania świąt, odbywają sie śpiewy i tańce. Maszeruje sie od domu do domu tańcząc i śpiewając i prosząc właściciela domu o ofiarę pieniężna. Nie odchodzi sie od drzwi domu dopóki złożona ofiara jest satysfakcjonująca. Można rownież ofiarować śpiewającym jabłka i banany oraz ryż.
Dzisiejszej nocy zabawa, śpiew, taniec i chodzenie z domu do domu bedzie trwało całą noc.
Nie można po prostu kogoś nie wpuścić czy nie przyjąć czy nie ofiarować mu pieniędzy, tego dnia nikt nie może sie gniewać i trzeba wszystkich uczynić zadowolonymi, tak aby uczynić Bogini Lakszmi tez szczęśliwą.
Podczas tego święta można rownież grać w hazard, z czego nepalczycy chętnie korzystają.
Nawet dzieci grają za pieniądze w rożne gry i karty na ulicach.
Z Himalayów powróciłam, choć wracać do Kathmandu sie nie chciało.
Ale remont hotelu nadal trwa no i trzeba swoje dopilnować aby robota szła po mojemu i efekt był taki jaki oczekuje. A to trudne, bo tutejsze spojrzenie, pojęcie estetyki bywa bardzo rożne i odmienne od mojego...
Himalaye. Jak to nepalczycy mówią ,- góry to tylko te co mają białe szczyty. Wszystkie inne to tylko pagórki. I choć niejednokrotnie te pagórki mają i po 3000 m, to nie są to dla nich góry.
Góra musi mieć koniecznie biały szczyt ( czyli te które mają powyżej 4000m npm )
Thumi. Położone malowniczo, bajkowo na takim właśnie szczycie pagórka, co to ma 1900 m npm.
Przestrzeń i poczucie wolności, bycie blisko natury towarzyszyły mi każdego dnia.
Niewiele robiłam. Patrzyłam na życie, na dzieci, na ciężką prace ludzi...
Na ich trud pracy każdego dnia, uśmiechnięte twarze, radość w sercach.
Życie na wiosce łatwe nie jest. I nie jest to kompletnie kwestia braku prądu, internetu, ciepłej wody...
Tu każdy rytm dnia wyznacza praca. Czy pada deszcz czy świeci słońce, trzeba napoić zwierzęta, nakarmić je, przynieść wodę z pobliskiego strumienia i ściąć trawę z łąki czy pola dla zwierząt hodowlanych w domu.
Na wioskach je sie to i tylko to co sie samemu wyprodukuje, to co urośnie w polu. Szpinak, pokrzywa, ziemniaki i ryż to główne składniki codziennego menu. Jada sie dwa razy dziennie, zawsze o stałej porze dnia, rano i wieczorem. To same menu- ryż ze szpinakiem, ewentualnie ziemniaki, zupa z soczewicy. Trzeba przynieść drewno, porąbać je i napalić w piecu w kuchni aby przygotować jedzenie.
W ciagu dnia pare razy dziennie pije sie mleko od krowy, zawsze na ciepło.
W sezonie letnim rosną na wiosce rownież banany i mango a także kukurydza.
Zęby myje sie specjalną zieloną rośliną, która wytwarza kwasy, które to skutecznie oczyszczają kamień nazębny albo ewentualnie popiołem, który tez służy do mycia naczyń.
Wodę do nakarmienia zwierząt, do spożycia, do podlania ogródka przynosi sie do domu parenaście razy dziennie w pięknych ręcznie wykonanych dzbanach z brązu.
Prysznic bierze sie w potokach górskich.
Na wiosce jest mały sklepik gdzie można kupić cukier, sól, zupke chow chow i cukierki.
Szkoła podstawowa oddalona jest o 15 minut( dla mnie 40 minut) od domu, małą kamienną drożką w górę.
Widoki na Himalaye są niesamowite z naszego pagórka. Widać cały rejon gór Manaslu. Słońce wstaje o 7-ej rano i zachodzi koło 6- ej wieczorem. O godzinie najpóźniej 9-ej wieczorem cała wioska pogrążona jest we śnie. Wstaje sie o 4-ej nad ranem i o 5-ej cała wioska żyje juz swoim życiem.
Jadłam niesamowite rzeczy, oprócz pokrzyw z których gotuje sie zupę, rożne łodygi i liście roślin które rosną na łąkach a także pędy młodego bambusa. Herbaty piłam z zielonych liści, które w smaku przypominały cukierki "vicks".
Obserwowałam wioske i jej ludzi, którzy pomimo, ze zajęci pracą, znajdowali czas na chwile rozmowy i podpytanie mnie o życie na moim kontynencie.
Nie wszystkie dzieci na wiosce chodzą do szkoły. Pomimo tego, ze szkoła jest państwowa, nauka jest płatna a pracy w domu i gospodarstwie jest tyle, ze nie każde dziecko może iść do szkoły, bo musi pracować.
I tak dzieci juz te w wieku ośmiu lat mają dużo obowiązków. Potrafią juz ugotować same obiad, pomagają przy wszelkich pracach w domu i polu. Dokarmiają zwierzęta, doją krowę, zbierają chrust na opał.
Życie na wioskach w Himalayach wypełnione jest ciężką pracą od rana do nocy, pracą która każdego dnia jest taka sama, zawsze trzeba napoić zwierzęta, przynieść wodę itd.
Ale mimo tego, ludzie mają promienne twarze, ciepłe spojrzenia i potrafią dostrzec piękno życia i tego świata każdego dnia.
Żyją rytmem słońca, rytmem natury, rytmem wiatru i wody w potokach.
Wróciłam do kathmandu, choć chciałoby sie na wiosce juz zostać i pobyć w tym rytmie choćby jeszcze troche dłużej.
Friday, October 11, 2013
Ruszam na wioske w Himalayach, do Baseri tuż przy granicy tybetanskiej.
Pakuje spiwór, jakąś książkę, aparat foto, papier toaletowy i troche jedzenia : jabłka, pomarańcze, makaron, czekoladę dla dzieciaków.
Na wiosce można zjeść ryż, ziemniaki, szpinak i ewentualnie podczas święta Dashain mięso kozie.
Wioska jest położona malowniczo w Himalayach, nie ma prądu, toaleta jest na zewnątrz a prysznic to strumień zimnej wody przy ujęciu wody która służy wszystkim na wiosce.
Będę spać pod gołym niebem, patrzeć na gwiazdy a o poranku na wschód słońca w Himalayach.
To sie nazywa życie !
Thursday, October 10, 2013
Przyszły największe nepalskie święta " Dashain ". Kathmandu zrobiło sie puste. Jedyna dzielnica która naprawdę ciągle żyje to turystyczna. Jest w końcu szczyt sezonu.
Na naszych obrzeżach pustki, sklepiki pozamykane, szkoły tez. Większość osób która ma rodziny na wioskach w Himalayach, pojechała do swoich rodzin.
Święta trwają dwa tygodnie ale najważniejszy dzień jest dniem złożenia ofiary z krwi zwierząt Bogini Durga i dostanie błogosławieństwa.
Dashain symbolizuje zwycięstwo dobra nad złem.
Jest taka tradycja, która mówi, że każdy podczas tego święta powinien choć raz oderwać sie od ziemi, dlatego w tym czasie budowane są huśtawki z bambusa i lin kokosowych i huśtają sie wszyscy aby odgonić zło czy złe odczucia.
Jest to bardzo rodzinne święto, pełne radości, wspólnych spotkań i rodziny starają sie je spędzać razem, dzieci puszczają latawce a dorośli ( panowie ) grają w karty, kobiety odwiedzają świątynie i przygotowują świąteczne potrawy.
W tym czasie spożywa sie szczególnie mięso z kozy i barana.
Około 200 tys zwierząt jest zabijanych podczas Dashain, w każdej rodzine szczególnie na wioskach w Himalayach po zabiciu kozy, podpala sie ( wędzi ) ją na ogniu i potem wiesza w kuchni spożywając jej mięso każdego dnia ( na wioskach nie ma prądu więc i lodówek, dlatego mięsa sie często suszy lub wędzi )
Ważnym dniem podczas Dashain jest tez dzień błogosławieństwa, - otrzymania " Tika " ( czerwonej kropki na czole )od kapłana lub najstarszej osoby w domu.
Błogosławi sie osobę życząc jej wszelkiego spełnienia.
To najradośniejsze święto nepalskie obchodzone z dużym entuzjazmem.
Tuesday, October 8, 2013
Dzielnica turystyczna w Kathmandu jest dla mnie męcząca. Gdyby nie powstający w niej nasz hotel, to myśle, ze nie stawiałabym w niej moich kroków zbyt często. Zgiełk, harmider, hałas, zamieszanie.
Tłumy ludzi, turystów i krzyki nawołujących sprzedawców czy sklepikarzy aby wejść do ich sklepików i kupić od nich jakieś rzeczy. Często oczywiście piękne rzeczy.
Taxowkarze z każdego rogu wyłaniający sie aby mnie zawieść choćby gdziekolwiek, najchętniej za trzy razy drożej niż to kosztuje.
Wole jednak swoją okolice na obrzeżach Kathmandu. Jest spokojnie, cicho, dotykam gór każdego dnia.
Zastanawiam sie nad pobytem wielu turystów w dzielnicy turystycznej Kathmandu. Dlaczego ją wybierają ? Może dlatego, ze łatwiej jest razem, wspólnie przebywać w jednym miejscu, gdzie skupiają sie w większości hotele, restauracje i agencje trekkingowe tego miasta.
Zreszta często Kathmandu to tylko przystanek przed dalszą podróżą w Himalaye.
I gdyby ich nie było, - myśle ze turystów w takiej liczbie tez by tu nie było.
Himalaye to góry które trzeba zobaczyć aby zrozumieć dlaczego są tak szczególne.
Dla ludzi tych rejonów to święte góry, każda ma swoje imię i jakąś legendę, historie.
Dla mnie to góry które oczyszczaja, uspokajają, otwierają na przestrzeń.
Nepal to dla mnie Himalaye.
Sunday, October 6, 2013
Dzieciaki pojechały na wioske w Himalayach, do Tumi, tuż przy granicy tybetańskiej. To Rejon Manaslu, w ogóle nie turystyczny. Można zobaczyć prawdziwe życie ludzi w Nepalu, ich codzienność i to jak stawiają czoła trudnościom życia, każdego dnia. A życie na wiosce łatwe nie jest, bez prądu i żadnych wygód . Dom z gliny, spory taras, pole na którym rosną warzywa i ryż. Do strumienia z wodą jest blisko a to ważne bo wodę do domu trzeba przynieść parenaście razy w ciagu dnia. Trzeba podlać pole, napoić zwierzęta, ugotować, pozmywać naczynia. Trzeba przynieść drzewa aby napalić w kuchni.
Spakowałam im przede wszystkim jedzenie, - makaron, płatki na śniadanie, jabłka .
Na wiosce jada sie ryż, zupę z soczewicy, ziemniaki i szpinak. ( dwa razy dziennie, na śniadanie i na kolacje ). A z owoców to w ogrodzie rosną banany i mango.
Dla rodziny posłałam cukier, sól, olej do gotowania i olej do lampy naftowej i sporo czekolady dla dzieciaków mieszkających na wiosce.
Dom w Kathmandu bez nich cichy i pusty, trudno sobie miejsce znaleść.
Ale czeka mnie praca remontowa przy hotelu, której ciągle końca nie widać.
Friday, October 4, 2013
Moje dzieci takie typowe nepalskie. - wiatry w polu i nic ich nie idzie zatrzymać.
Wiatry w polu sie właśnie szykują na pobyt na wiosce w Himalayach.
Święta " Dashain " bedą obchodzić u dziadków.
Dziadkowie kochają tak mocno ze na wszystko pozwalają.
I można boso polatać i kury poganiać, banany z drzew pozrywać i udawać, ze sie poluje na tygrysa.
A co najfajniejsze to iść do szkoły na wiosce, posiedzieć w ławce z innymi uczniami i nie dostać do domu pracy domowej !
Wednesday, October 2, 2013
W sklepie z glazurą i terakotą wybieram płytki podłogowe.
Wybór jest prosty, - znaleść coś co świecące, kolorowe , czerwono złote nie jest.
Lubują sie tu ludzie we wszystkim co świecące.
A to płytki tarasowe, do hotelu, więc wybieram coś w odcieniu brązu. Nawet mi pasują. Cena mniej, ale dostaje jakiś mały rabat plus transport gratis.
Ostatnio płytki łazienkowe, które tez tu zakupiłam, przyjechały do mnie częściowo połamane, popękane. Myśle ze jakieś 30% tych płytek.
Nie wiem czy to wina transportu, ładunku, rozładunku ale pan ze sklepu z glazurą bez problemu mi je wymienił. W tym przypadku tez podkreśla ze jeśli bedą płytki popękane, połamane to bez problemu mogę je zwrócić i wymieni mi je na nowe.
No jest to dla mnie troche szokujące. Bo przeciez można by je tak przetransportować aby sie nie połamały. Ale widocznie cena za płytkę jest na tyle wysoka, ze ewentualny zwrot jej jest w cenie zawarty. Myśle ze ta sama płytka w moim kraju kosztuje o połowe mniej. Tu sie kupuje je na sztuki, u nas na metry.
Taki inny sposób myślenie warty dla mnie zapisania.
Tuesday, October 1, 2013
Uśmiecham sie sama do siebie...
Dziś napisałam koleżance, ze nie wiem kiedy otworzymy hotel.
Ze otworzymy jak otworzymy- może otworzymy w listopadzie, może w grudniu...
Czy ja zaczęłam myśleć juz po nepalsku ?
Obserwuje jak kobiety, moje sąsiadki sprzątają naszą okolice.
Zacznę od tego, ze najpierw stworzyły stowarzyszenie kobiet, które ma na celu dbanie o porządek, czystość okolicy w której mieszkamy. Każdy dom musi miesięcznie uiścić jakaś dowolną opłatę na ten cel, ale sugerowane jest minimum 100 rupi, czyli 1$ miesięcznie, w przypadku jeśli osoba z gospodarstwa uczestniczy przy porzadkach. Jeśli nie uczestniczy, to stowarzyszenie " rząda " zapłaty znacznie wiecej ponad to, bo nawet i 1000 rupi czyli 10$ miesięcznie.
Oczywiscie opłata jest dobrowolna ale zauważyłam ze ci co nie uczestniczą przy sprzątaniu to raczej ci właściciele tych bogatych domów....
A sprzątanie wygląda mniej wiecej tak :
Grupa licząca może około 40 kobiet, wszystkie ubrane tak samo, identycznie w szaro - złote sari ze zmiotką i szufelką w ręku. Sprzątają ulico- chodniki, bo ani to ulica ani to chodnik a raczej to jedno i drugie na raz.
Ale zauważyłam, ze one zmiatają te ulice z piachu, kurzu, pielą rośliny z asfaltu ale śmieci czy papierków juz nie zbierają, tylko tak zostawiają.
Nie rozumiem. Więc pytam, ale żadnej logicznej odpowiedzi nie dostaje.
One mnie chyba nie rozumieją.
Ja tez nie rozumiem, bo niby jest posprzątane w sensie ze wypielone, pozamiatane ale te papierki po cukierkach czy gumach do żucia nadal tak leżą....
Oczywiscie może na temat estetyki sie nie dyskutuje.
Nie, ja jednak nie zaczęłam myśleć po nepalsku, skoro to zauważam. Jeszcze nie. :)
Subscribe to:
Posts (Atom)







