Saturday, November 2, 2013

Z Himalayów powróciłam, choć wracać do Kathmandu sie nie chciało.
Ale remont hotelu nadal trwa no i trzeba swoje dopilnować aby robota szła po mojemu i efekt był taki jaki oczekuje. A to trudne, bo tutejsze spojrzenie, pojęcie estetyki bywa bardzo rożne i odmienne od mojego...

Himalaye. Jak to nepalczycy mówią ,- góry to tylko te co mają białe szczyty. Wszystkie inne to tylko pagórki. I choć niejednokrotnie te pagórki mają i po 3000 m, to nie są to dla nich góry.
Góra musi mieć koniecznie biały szczyt ( czyli te które mają powyżej 4000m npm )

Thumi. Położone malowniczo, bajkowo na takim właśnie szczycie pagórka, co to ma 1900 m npm.
Przestrzeń i poczucie wolności, bycie blisko natury towarzyszyły mi każdego dnia.
Niewiele robiłam. Patrzyłam na życie, na dzieci, na ciężką prace ludzi...
Na ich trud pracy każdego dnia, uśmiechnięte twarze, radość w sercach.

Życie na wiosce łatwe nie jest. I nie jest to kompletnie kwestia braku prądu, internetu, ciepłej wody...
Tu każdy rytm dnia wyznacza praca. Czy pada deszcz czy świeci słońce, trzeba napoić zwierzęta, nakarmić je, przynieść wodę z pobliskiego strumienia i ściąć trawę z łąki czy pola dla zwierząt hodowlanych w domu. 
Na wioskach je sie to i tylko to co sie samemu wyprodukuje, to co urośnie w polu. Szpinak, pokrzywa, ziemniaki i ryż to główne składniki codziennego menu. Jada sie dwa razy dziennie, zawsze o stałej porze dnia, rano i wieczorem. To same menu- ryż ze szpinakiem, ewentualnie ziemniaki, zupa z soczewicy. Trzeba przynieść drewno, porąbać je i napalić w piecu w kuchni aby przygotować jedzenie. 
W ciagu dnia pare razy dziennie pije sie mleko od krowy, zawsze na ciepło.
W sezonie letnim rosną na wiosce rownież banany i mango a także kukurydza.

Zęby myje sie specjalną zieloną rośliną, która wytwarza kwasy, które to skutecznie oczyszczają kamień nazębny albo ewentualnie popiołem, który tez służy do mycia naczyń.
Wodę do nakarmienia zwierząt, do spożycia, do podlania ogródka przynosi sie do domu parenaście razy dziennie w pięknych ręcznie wykonanych dzbanach z brązu.
Prysznic bierze sie w potokach górskich.
Na wiosce jest mały sklepik gdzie można kupić cukier, sól, zupke chow chow i cukierki.
Szkoła podstawowa oddalona jest o 15 minut( dla mnie 40 minut) od domu, małą kamienną drożką w górę.
Widoki na Himalaye są niesamowite z naszego pagórka. Widać cały rejon gór Manaslu. Słońce wstaje o 7-ej rano i zachodzi koło 6- ej wieczorem. O godzinie najpóźniej 9-ej wieczorem cała wioska pogrążona jest we śnie. Wstaje sie o 4-ej nad ranem i o 5-ej cała wioska żyje juz swoim życiem.

Jadłam niesamowite rzeczy, oprócz pokrzyw z których gotuje sie zupę, rożne łodygi i liście roślin które rosną na łąkach a także pędy młodego bambusa. Herbaty piłam z zielonych liści, które w smaku przypominały cukierki "vicks".

Obserwowałam wioske i jej ludzi, którzy pomimo, ze zajęci pracą, znajdowali czas na chwile rozmowy i podpytanie mnie o życie na moim kontynencie.
Nie wszystkie dzieci na wiosce chodzą do szkoły. Pomimo tego, ze szkoła jest państwowa, nauka jest płatna a pracy w domu i gospodarstwie jest tyle, ze nie każde dziecko może iść do szkoły, bo musi pracować.
I tak dzieci juz te w wieku ośmiu lat mają dużo obowiązków. Potrafią juz ugotować same obiad, pomagają przy wszelkich pracach w domu i polu. Dokarmiają zwierzęta, doją krowę, zbierają chrust na opał.

Życie na wioskach w Himalayach wypełnione jest ciężką pracą od rana do nocy, pracą która każdego dnia jest taka sama, zawsze trzeba napoić zwierzęta, przynieść wodę itd.
Ale mimo tego, ludzie mają promienne twarze, ciepłe spojrzenia i potrafią dostrzec piękno życia i tego świata każdego dnia.
Żyją rytmem słońca, rytmem natury, rytmem wiatru i wody w potokach.
Wróciłam do kathmandu, choć chciałoby sie na wiosce juz zostać i pobyć w tym rytmie choćby jeszcze troche dłużej.

Friday, October 11, 2013

Ruszam na wioske w Himalayach, do Baseri tuż przy granicy tybetanskiej.
Pakuje spiwór, jakąś książkę, aparat foto, papier toaletowy i troche jedzenia : jabłka, pomarańcze, makaron, czekoladę dla dzieciaków. 
Na wiosce można zjeść ryż, ziemniaki, szpinak i ewentualnie podczas święta Dashain mięso kozie.
Wioska jest położona malowniczo w Himalayach, nie ma prądu, toaleta jest na zewnątrz a prysznic to strumień zimnej wody przy ujęciu wody która służy wszystkim na wiosce.
Będę spać pod gołym niebem, patrzeć na gwiazdy a o poranku na wschód słońca w Himalayach.
To sie nazywa życie !

Thursday, October 10, 2013

Przyszły największe nepalskie święta " Dashain ". Kathmandu zrobiło sie puste. Jedyna dzielnica która naprawdę ciągle żyje to turystyczna. Jest w końcu szczyt sezonu.
Na naszych obrzeżach pustki, sklepiki pozamykane, szkoły tez. Większość osób która ma rodziny na wioskach w Himalayach, pojechała do swoich rodzin.
Święta trwają dwa tygodnie ale najważniejszy dzień jest dniem złożenia ofiary z krwi zwierząt Bogini Durga i dostanie błogosławieństwa.
Dashain symbolizuje zwycięstwo dobra nad złem.
Jest taka tradycja, która mówi, że każdy podczas tego święta powinien choć raz oderwać sie od ziemi, dlatego w tym czasie budowane są huśtawki z bambusa i lin kokosowych i huśtają sie wszyscy aby odgonić zło czy złe odczucia.
Jest to bardzo rodzinne święto, pełne radości, wspólnych spotkań i rodziny starają sie je spędzać razem, dzieci puszczają latawce a dorośli ( panowie ) grają w karty, kobiety odwiedzają świątynie i przygotowują świąteczne potrawy.
W tym czasie spożywa sie szczególnie mięso z kozy i barana.
Około 200 tys zwierząt jest zabijanych podczas Dashain, w każdej rodzine szczególnie na wioskach w Himalayach po zabiciu kozy, podpala sie ( wędzi ) ją na ogniu i potem wiesza w kuchni spożywając jej mięso każdego dnia ( na wioskach nie ma prądu więc i lodówek, dlatego mięsa sie często suszy lub wędzi )
Ważnym dniem podczas Dashain jest tez dzień błogosławieństwa, - otrzymania " Tika " ( czerwonej kropki na czole )od kapłana lub najstarszej osoby w domu.
Błogosławi sie osobę życząc jej wszelkiego spełnienia.
To najradośniejsze święto nepalskie obchodzone z dużym entuzjazmem.

Tuesday, October 8, 2013

Dzielnica turystyczna w Kathmandu jest dla mnie męcząca. Gdyby nie powstający w niej nasz hotel, to myśle, ze nie stawiałabym w niej moich kroków zbyt często. Zgiełk, harmider, hałas, zamieszanie.
Tłumy ludzi, turystów i krzyki nawołujących sprzedawców czy sklepikarzy aby wejść do ich sklepików i kupić od nich jakieś rzeczy. Często oczywiście piękne rzeczy. 
Taxowkarze z każdego rogu wyłaniający sie aby mnie zawieść choćby gdziekolwiek, najchętniej za trzy razy drożej niż to kosztuje.

Wole jednak swoją okolice na obrzeżach Kathmandu. Jest spokojnie, cicho, dotykam gór każdego dnia.

Zastanawiam sie nad pobytem wielu turystów w dzielnicy turystycznej Kathmandu. Dlaczego ją wybierają ? Może dlatego, ze łatwiej jest razem, wspólnie przebywać w jednym miejscu, gdzie skupiają sie w większości hotele, restauracje i agencje trekkingowe tego miasta. 

Zreszta często Kathmandu to tylko przystanek przed dalszą podróżą w Himalaye. 
I gdyby ich nie było, - myśle ze turystów w takiej liczbie tez by tu nie było.

Himalaye to góry które trzeba zobaczyć aby zrozumieć dlaczego są tak szczególne.
Dla ludzi tych rejonów to święte góry, każda ma swoje imię i jakąś legendę, historie.
Dla mnie to góry które oczyszczaja, uspokajają, otwierają na przestrzeń.

Nepal to dla mnie Himalaye.

Sunday, October 6, 2013

Dzieciaki pojechały na wioske w Himalayach, do Tumi, tuż przy granicy tybetańskiej. To Rejon Manaslu, w ogóle nie turystyczny. Można zobaczyć prawdziwe życie ludzi w Nepalu, ich codzienność i to jak stawiają czoła trudnościom życia, każdego dnia. A życie na wiosce łatwe nie jest, bez prądu i żadnych wygód . Dom z gliny, spory taras, pole na którym rosną warzywa i ryż. Do strumienia z wodą jest blisko a to ważne bo wodę do domu trzeba przynieść parenaście razy w ciagu dnia. Trzeba podlać pole, napoić zwierzęta, ugotować, pozmywać naczynia. Trzeba przynieść drzewa aby napalić w kuchni.
Spakowałam im przede wszystkim jedzenie, - makaron, płatki na śniadanie, jabłka .
Na wiosce jada sie ryż, zupę z soczewicy, ziemniaki i szpinak. ( dwa razy dziennie, na śniadanie i na kolacje ).  A z owoców to w ogrodzie rosną banany i mango.
Dla rodziny posłałam cukier, sól, olej do gotowania i olej do lampy naftowej i sporo czekolady dla dzieciaków mieszkających na wiosce.

Dom w Kathmandu bez nich cichy i pusty, trudno sobie miejsce znaleść.
Ale czeka mnie praca remontowa przy hotelu, której ciągle końca nie widać.

Friday, October 4, 2013

Moje dzieci takie typowe nepalskie. - wiatry w polu i nic ich nie idzie zatrzymać.
Wiatry w polu sie właśnie szykują na pobyt na wiosce w Himalayach.
Święta " Dashain " bedą obchodzić u dziadków.
Dziadkowie kochają tak mocno ze na wszystko pozwalają. 
I można boso polatać i kury poganiać, banany z drzew pozrywać i udawać, ze sie poluje na tygrysa.
A co najfajniejsze to iść do szkoły na wiosce, posiedzieć w ławce z innymi uczniami i nie dostać do domu pracy domowej !


Wednesday, October 2, 2013

W sklepie z glazurą i terakotą wybieram płytki podłogowe.
Wybór jest prosty, - znaleść coś co świecące, kolorowe , czerwono złote nie jest.
Lubują sie tu ludzie we wszystkim co świecące. 
A to płytki tarasowe, do hotelu, więc wybieram coś w odcieniu brązu. Nawet mi pasują. Cena mniej, ale dostaje jakiś mały rabat plus transport gratis.
Ostatnio płytki łazienkowe, które tez tu zakupiłam, przyjechały do mnie częściowo połamane, popękane. Myśle ze jakieś 30% tych płytek. 
Nie wiem czy to wina transportu, ładunku, rozładunku ale pan ze sklepu z glazurą bez problemu mi je wymienił. W tym przypadku tez podkreśla ze jeśli bedą płytki popękane, połamane to bez problemu mogę je zwrócić i wymieni mi je na nowe.
No jest to dla mnie troche szokujące. Bo przeciez można by je tak przetransportować aby sie nie połamały. Ale widocznie cena za płytkę jest na tyle wysoka, ze ewentualny zwrot jej jest w cenie zawarty. Myśle ze ta sama płytka w moim kraju kosztuje o połowe mniej. Tu sie kupuje je na sztuki, u nas na metry.
Taki inny sposób myślenie warty dla mnie zapisania.

Tuesday, October 1, 2013

Uśmiecham sie sama do siebie...
Dziś napisałam koleżance, ze nie wiem kiedy otworzymy hotel.
Ze otworzymy jak otworzymy- może otworzymy w listopadzie, może w grudniu...
Czy ja zaczęłam myśleć juz po nepalsku ?

Obserwuje jak kobiety, moje sąsiadki sprzątają naszą okolice. 
Zacznę od tego, ze najpierw stworzyły stowarzyszenie kobiet, które ma na celu dbanie o porządek, czystość okolicy w której mieszkamy. Każdy dom musi miesięcznie uiścić jakaś dowolną opłatę na ten cel, ale sugerowane jest minimum 100 rupi, czyli 1$ miesięcznie, w przypadku jeśli osoba z gospodarstwa uczestniczy przy porzadkach. Jeśli nie uczestniczy, to stowarzyszenie " rząda " zapłaty znacznie wiecej ponad to, bo nawet i 1000 rupi czyli 10$ miesięcznie.
Oczywiscie opłata jest dobrowolna ale zauważyłam ze ci co nie uczestniczą przy sprzątaniu to raczej ci właściciele tych bogatych domów....
A sprzątanie wygląda mniej wiecej tak :
Grupa licząca może około 40 kobiet, wszystkie ubrane tak samo, identycznie w szaro - złote sari ze zmiotką i szufelką w ręku. Sprzątają ulico- chodniki, bo ani to ulica ani to chodnik a raczej to jedno i drugie na raz.
Ale zauważyłam, ze one zmiatają te ulice z piachu, kurzu, pielą rośliny z asfaltu ale śmieci czy papierków juz nie zbierają, tylko tak zostawiają.
Nie rozumiem. Więc pytam, ale żadnej logicznej odpowiedzi nie dostaje.
One mnie chyba nie rozumieją.
Ja tez nie rozumiem, bo niby jest posprzątane w sensie ze wypielone, pozamiatane ale te papierki po cukierkach czy gumach do żucia nadal tak leżą....
Oczywiscie może na temat estetyki sie nie dyskutuje.

Nie, ja jednak nie zaczęłam myśleć po nepalsku, skoro to zauważam. Jeszcze nie. :)

Monday, September 30, 2013

W Kathmandu brak miejsc noclegowych w hotelach. Jest pełnia sezonu i turystów, podróżników, backpakersów jest tylu, ze dzielnica turystyczna jest zatłoczona.
Mieliśmy otworzyć hotel 1-ego października, ale mamy opóźnienie, spore opóźnienie...
Przyjeżdżają i nasi turyści do nas, klienci naszej agencji trekkingowej i cieżko znaleść dla nich miejsce w hotelu. " Upychamy" ich gdzie sie da i niestety za zwykły pokój w hotelu który kosztuje normalnie 15$, trzeba teraz w sezonie turystycznym zapłacić 30$.
Ceny za wszystko urosły o jakieś 30%, nawet dla nas mieszkających tu.
Lubimy ten sezon turystyczny, bo jest to czas pracy ale tez i zarobków.
Ale nie lubimy ze wszystko tak strasznie drożeje i dla nas.
Jeśli ktoś robi trekking w Rejon Mt. Everest, to biletów na samolot do Lukla w najbliższych dwóch tygodniach juz nie ma, wszystkie są sprzedane.
Osobiście bardzo polecam trekking w okolicy Langtang, - jest mniej turystycznie, a Himalaye są te same. Ceny są tez znacznie niższe bo zaplecze turystyczne jest gorsze, więc jest tez mniej turystów ale za to można poobserwować kulturę nepalską, sposób życia ludzi, ich warunki, ich codzienność.
Nepal jest piękny, bez względu na rejon który sie wybierze do podróży czy tekkingu, bo to piękny kraj, ludzie życzliwi i prości a Himalaye są zawsze majestatyczne.

Friday, September 27, 2013

Pogoda sie zmienia. Wieczorami robi sie chłodno, choć w ciagu dnia jest ponad 30 stopni C.
Zbliżają sie największe hinduistyczne święta w Nepalu - Dashain.
I choć dopiero za dwa tygodnie, to juz wszyscy o nich myślą, mówią.
To teraz czas zakupów, kupowania ubrań, szat dla siebie i swoich bliskich oraz mężczyźni kupują złoto swoim żonom, bo w Dashain trzeba sie ubrać w swoje najpiękniejsze stroje i złoto. Tych których nie stać na jego zakup, pożyczają złoto na ten czas od innych.
Kathmandu w tym okresie tego festiwalu pustoszeje, - wszyscy jadą na wioski w Himalaye.
W tym czasie pracuje tylko sektor turystyczny, bo Dashain przypada w okresie turystycznym.
Święto trwa dwa tygodnie.
Dzieciaki mają tez dwa tygodnie wolne od szkoły.
Myśle ze pewnie na wioskę w Himalaye pojedziemy, bo nie ma szans żebyśmy wcześniej wyrobili sie z otwarciem hotelu. Jak sie uda otworzyć go w listopadzie, to i tak będę zadowolona.
Zresztą fajnie bedzie pojechać na wioskę w Himalaye.
Dzieciaki nie mogą sie juz doczekać !

Tuesday, September 24, 2013

Strajki, wybory i co raz to mniej prądu w dolinie Kathmandu.
To ostatnie wieści z tej strony świata.
Za to pełno turystów, trekkersów, podróżników. Himalaye pięknie widać i z Kathmandu.
Szlaki turystyczne zapełnione a ceny idą w górę, niestety tez i dla lokalsów.
Wczoraj miałam problem ze znalezieniem transportu powrotnego do domu, taxi za stałą poprzednią opłatę nie chce juz jechać, bo czyha na lepsze pieniądze od turystów. Szukałam taxi godzinę i musiałam zapłacić i tak wiecej niż zwykle.
Wszędzie w radio, telewizji trąbili, ze panuje bird flu i żeby nie jeść jajek i mięsa z kurczaka.
Ciekawe, ze turystów to sie nie dotyczy ?
Knajpy zapełnione i najczęściej oferują turystom mięso z kurczaka właśnie, bo jest najtańsze a teraz przy bird flu to juz wogóle jest tanie.
Tu sie zarabia sezonowo i to rozumiem ze teraz ten czas żeby podnieść ceny i zarobić teraz w sezonie turystycznym który trwa do końca listopada. Ale można to chyba robić jakoś po ludzku, informując ludzi o tym ze panuje w Kathmandu bird flu i to juz ich wybór czy jedzą mięso z kurczaka czy płacą za mięso kozie które jest tu znacznie droższe jak w Europie.
W Kathmandu nie brakuje tez wegeterianskich dobrych knajp, szczególnie tych które proponują indyjską kuchnie. Mniam. Mniam.

Wednesday, September 18, 2013

Wybierasz sie do Nepalu czy na trekking w Himalaye ?
Kupujesz ubezpieczenie na czas trwania tej podróży ?
Spójrz dobrze w swoją polisę, bo może sie okazać ze nie jest właściwa.
Mam kolejnych klientów którzy pochorowali sie w górach i którym kompania ubezpieczeniowa odmówiła zwrotu kosztów leczenia. Takie sytuacje są tu nagminne i często spotykam turystów którzy mają problem z odzyskaniem pieniędzy od ubezpieczyciela.
A rachunek im wystawiony to 7000$. Koszty leczenia cudzoziemców w Nepalu są tak wysokie.
I zawsze słyszę to samo od trekkersow : ze mamy bardzo dobre ubezpieczenie.
Dwie rzeczy jeśli idziesz na trekking w Himalayach :
Zapytaj dokładnie ubezpieczyciela czy jesteś ubezpieczony od " AMS- acute mountain sickness" , choroby wysokogórskiej czy wysokosciowej.
Druga rzecz, bardzo ważna, to do jakiej wysokości nad poziomem morza jesteś ubezpieczony.
Najczęściej okazuje sie ze polisa ubezpiecza tylko do 2500 m npm.
Poznałam wiele osób które zachorowały w górach i którym zostały do zapłacenia rachunki na sumę tysiecy dolarów , tylko dlatego ze kampanie ubezpieczeniowe odmówiły wypłacenia środków, a te osoby miały przecież takie super polisy wykupione w super kompaniach ubezpieczeniowych.

AMS zdarza sie w górach bardzo często. Może zdarzyć sie każdemu. 
Przyjmuje sie ze może sie juz zdarzyć na wysokości 2500 m npm.
Oczywiscie nie musi i nie ma na to żadnego konkretnego wytłumaczenia dlaczego jednym sie zdarza a drugim nie.
Dobrze jest więc dać sobie czas na aklimatyzacje w górach, posiedzieć w jednym miejscu w górach przynajmniej  dwa dni, jeść czosnek, pić dużo wody i iść spokojnie, swoim rytmem.

I jeśli sie juz ubezpiecza, to zrobić to dobrze!