Wednesday, May 6, 2015

A po drodze same gruzy, gruzy i jeszcze raz gruzy....
Wioski które zmiotło z ziemi. Ludzie którzy z dnia na dzień stali sie bezdomni.
Te obrazy zostaną ze mną już do końca moich dni- i nie sposób to zrozumieć, umysłem objąć, 
brakuje mi słów...
Trzeba tu być żeby to zobaczyć. Inaczej człowiek nie zrozumie.

















































Wróciłam dzisiaj. Wszystko sie udało, na wioskę dotarliśmy a z nami namioty i żywność dotarła do wszystkich mieszkańców jednej wioski. 

Oczywiście nie obeszło sie bez trudnosci po drodze, ale chyba już tak jest, że jak się coś robi i ma to mieć jakieś znaczenie, to trzeba pewne trudności pokonać...

Każda rodzina dostała :

1) namiot
2) 30 kg ryżu
3) 4 kg mąki
4) 1 litr oleju
5) 1 kg cukru
6) 1 kg soli
7) 1 kg soczewicy
8) 250 gram czarnej sypanej herbaty.


2 TYGODNIE. Tyle mają mieszkańcy Lapudada- Baseri na dostanie sie do swoich zapasów żywności, które znajdują sie pod gruzami ich domów.
Żywności dostarczonej przez nas starczy tylko na 2 tygodnie.


Poniżej zdjęcia z tego co widziałam po drodze....

Jutro relacja z tego co zastałam na wiosce.




















Friday, May 1, 2015

W odpowiedzi na Wasze zapytania:

Nawet przez moment o tym nie pomyślałam żeby stąd wyjechać, uciekać...
Tu jest mój dom. Tu mieszkam. Tu mam dom, hotel, tu wychowuje moje dzieci, tu chodzą do szkoły, tu jest rodzina.

Krótko o sobie:

Jestem całkiem zwyczajną osobą. 
Ci, którzy mnie już znają- wiedzą, że jeśli coś robię to na 100%.
Głowę mam zawsze pełną pomysłów, choć bywa też w chmurach. 
Jestem osobą silną, odważną, mam dobre zdolności organizacyjne i cechuje mnie wielozadaniowość. Czyli po prostu : radzę sobie zawsze dobrze i wszędzie.
36 lat, trójka dzieci, kocham Himalaje i podróże w odległe nieznane miejsca.
Studiowałam buddyzm i akupunkturę. Uwielbiam fotografować ludzi, szczególnie kobiety i dzieci.
Obecnie prowadzę Hotel Mi Casa w Kathmandu.
Zanim osiadłam w Nepalu, jeździłam po świecie całkiem sporo.
Długo bardzo szukałam swojego miejsca na ziemi.
Przyjechałam tu w 2004 roku, mieszkałam 4 lata, potem wyjechałam do USA i wróciłam ponownie w 2012 roku. Już na stałe.
W języku nepalskim mówię bardzo dobrze, znam realia tego kraju, kulturę, tradycje, zachowania ludzi nie są mi tu obce. Choć owszem tak zupełnie odmienne od tego w czym wyrastałam...

Chęć pomocy rodzi się z tego, że ja mogę pomóc bo mam takie możliwości.
Bo jestem tutaj, bo boli mnie to co się dzieje, bo mi zależy, bo chciałabym żeby ktoś mniej cierpiał, bo potrafię, bo mogę, bo chcę i wierzę, że " kindness goes a long way".

Rozumiem, że ta nasza wyprawa aby pomóc przynajmniej choć jednej wiosce , - jest jak kropla wody w oceanie.
Nie jestem naiwna. Wiem to. Ale...
Matka Teresa z Kalkuty powiedziała kiedyś, że jeśli pomożesz choć jednej osobie - to ma to znaczenie dla tej jednej osoby.
Jeśli pomożemy jednej wiosce, to ma to duże znaczenie dla tej jednej wioski.
Pomyśl, co czujesz kiedy czasem w sytuacji kryzysowej, ktoś inny pomaga właśnie 
Tobie? - niejednokrotnie wtedy właśnie cały nasz świat się zmienia...

Ja też przeżyłam to trzęsienie ziemi, choć to traumatyczne przeżycie jest i myślałam, że zginę razem z dziećmi... W momencie wstrząsu znajdowałam się z dziećmi na 3 piętrze budynku i nie miałam jak się wydostać z niego.
Całe trzy dni chodziłam jak struta nie wiedząc co ze sobą zrobić, jak dobie poradzić, jak pokonać ten strach. Do tej pory te przeżycia są bardzo silne...
Obecnie mieszkamy pod namiotem tak jak inni.

Można jednak tą traumę czy te odczucia próbować zamienić na robienie czegoś inaczej, czegoś pozytywnego.
U mnie zaczęło się to od tego, że po prostu wzięłam aparat do ręki i zaczęłam fotografować ludzi, moich sąsiadów, dzieci, kobiety, nasze namioty, wspólne spotkania... Starałam się nie fotografować zawalonych budynków, a koncentrować się na życiu, na chwili, na małych radościach...
Pomogło mi to, przyniosło chwile radości zarówno dla mnie jak i dla innych.
W buddyźmie jest taka nauka, która mówi, że problemy/trudności pojawiają się bo wymuszają na nas zmiany, inaczej tkwilibyśmy zawsze w tych samych stanach umysłu/ sytuacjach a tak musimy coś zmienić, bo sytuacje i te problemy na nas to wymuszają.

Więc,- zamieniam te moje traumatyczne doświadczenie kierując swoją energię aby pomóc innym. I zauważam przy tym, że:
Moja rodzina nie ucierpiała, jesteśmy bezpieczni, zdrowi, hotel stoi a dom choć runął to przecież można go odbudować... 
I nagle umysł sie uspokoja. I to jest ta zamiana o której mówię. 
Wszystko to kwestia naszego umysłu, podejścia.

To było pozytywnie, a teraz troche negatywnie. Niestety. 
I będę pisać bardzo szczerze - choć to może się nie podobać...
Nie wiem jak to co tu się dzieje jest przedstawiane w zachodnich mediach.
Pomoc tu do Nepalu dociera ze wszystkich stron - ale to wcale nie znaczy, że tu w Nepalu dociera ona do wszystkich...
Najgorsze jest to, że ta pomoc bywa rozkradana, że przyjeżdża jako dary które należałoby rozdać ludziom a niestety te dary są często sprzedawane ludziom... 
Nawalają systemy, nepalskie agencje koordynacyjne. Te które są odpowiedzialne za dystrybucje paczek.
Brakuje dróg, więc nie można z tymi paczkami wszędzie dotrzeć.
Zostawia się je najcześciej do rozdania w miejscowościach gdzie kończy się już droga, bo transport nie może jechać już dalej. Przeszkodą aby dotrzeć do wszystkich wiosek są wysokie góry, rzeki, brak dróg i mostów.
Więc jeśli jest jakiś urząd czy jednostka policyjna w tej ostatniej miejscowości w której kończy się droga, to tam najcześciej zostawianie są paczki. 
Niestety bardzo często są one sprzedawane dalej. Za małe pieniądze ale jednak...

Jest to biedny kraj, ludzie żyją w ogromnym ubóstwie, - szczególnie w górach, więc nie brakuje chętnych do zarobienia łatwych pieniędzy.
Dodam jeszcze, że ze wszystkich krajów jakie odwiedziłam na świecie ( a byłam w ponad 60 krajach) ten jest najmniej zorganizowany.
Mówimy o kraju gdzie szkolnictwo nie jest obowiązkowe, jest mało dostępne i płatne a analfabetyzm sięga ponad 60 %, a " child labour" - zatrudnienie dzieci jest ciągle czymś normalnym i nikogo to nie obchodzi.

Oczywiście nie oznacza to żeby nie pomagać.
Trzeba tylko rozumieć, że tak jest bo to wynika z czegoś i żeby to zmienić trzeba właśnie pomagać! Trzeba pomóc im wyjść z tej biedy, pomóc im zapewnić pewne lepsze warunki życia aby sami chcieli to życie utrzymać na tym poziomie.
Podciągnąć ich do góry, dać im coś, pokazać jak to zrobic, którędy jest ta droga.
Oczywiście to trwa, nikt sie niczego nie uczy z dnia na dzień.
Europa też jest/ bywa momentami i regionami zaściankowa. Nie trzeba daleko szukać ani jechać. Nawet w naszym kraju.
Można by o tym dużo pisać.... 
Podsumowując : Po prostu trzeba wiedzieć, że zawsze znajdzie się taki co wokół pomocy / darów zrobi sobie biznes. 
Chodzi o to żeby dotrzeć do tych co sobie sami namiotu nie kupią.
To nie wina tych biednych, że ktoś ich okrada....


Co do pomocy dla Nepalu i wysyłania paczek tutaj:

Nie ma sensu kupowania jedzenia w puszkach czy makaronów czy sosów pomidorowych- Nepalczycy nie lubią i nie jedzą takich rzeczy.

Najbardziej potrzebnę są namioty. Idzie pora deszczowa, potrzebne będzie ludziom schronienie przez deszczem.
Do tego ryż, soczewica suszona( najlepiej koloru czerwonego, najszybciej się ją gotuje. )
Olej do gotowania, sól, cukier, herbata, mąka, " bitten rice" , ewentualnie świeczki, zapałki, czy latarki, (ale wtedy tez należy pamietac o bateriach), koce, maski jednorazowe chroniące na buzie.

Jedna uwaga też- ze względu na system kastowy nadal funkcjonujący mocno tutaj, Nepalczycy bardzo rzadko noszą ubrania używane po innych. 
Tak, nawet Ci biedni... Wynika to z pewnych wartości, dumy i odseparowania się od innych ludzi przez istniejący tu nadal system kastowy.


Nepalczycy to naród w sumie bardzo radosny i serdeczny mimo tej całej swojej biedy i rożnych problemów.
Radość tą ludzie czerpią z bycia razem, z rodziny, z robienia rzeczy wspólnie.
Przychodzi im ona łatwo, potrafią cieszyć się małymi, zwykłymi rzeczami, - moglibyśmy się tego od nich uczyć.

Bardzo ważne jest dla nich bycie razem. Trzymać sie razem to znaczy dla nich przetrwać.

Dlatego przetrwają, a my pomóżmy im się podciągnąć.

Dziękuje'


Z Kathmandu,
Sylvia












Namioty kupiliśmy, rożnych rozmiarów, większe i mniejsze. 
Niestety tylko 52 sztuki, bo już nigdzie ich nie ma....
( poniżej załączam zdjęcie jak taki namiot wygląda- do tego potrzebna jest jeszcze konstrukcja z bambusa, co oczywiscie na wioskach nie jest problem. Bambus rośnie wszędzie)

W takim samym namiocie obecnie mieszkamy w 11 osób.
Chroni od deszczu. Jest całkiem ok, - nie narzekamy.

Zdjęcia poniżej.
Tylko parę bo siada mi już komputer a prądu nie ma...

Po powrocie załącze zdjecia z wioski.

Dziękuje Wam za wszelką pomoc, wsparcie, dobre myśli!

Z Kathmandu,
Sylvia

Thursday, April 30, 2015

Na bieżąco z Kathmandu,

Dziś mija szósty dzień po pierwszych wstrząsach które nawiedziły Nepal po raz pierwszy w sobotę 25ego kwietnia.

Dla przypomnienia fakty:

O godzinie 12:00 w południe, w miejscowości Lamjung w Nepalu w rejonie gór Manaslu nastąpiło pierwsze trzęsienie ziemi o sile 7.8 stopnia w skali Richtera.
Epicentrum wstrząsu położone jest 77 km od stolicy Kathmandu.
Od około pół godziny po pierwszym wstrząsie, pojawiło sie kolejne trzęsienie ziemi o sile 6,6 w skali Richtera. Łącznie tego dnia odnotowano 79 wstrząsów.
W ciagu ostatnich pięciu dni ziemia w Nepalu zatrzęsła sie ponad 400 razy.

Na dzień dzisiejszy gazeta " The Himalayan Times" podaje :
Ofiary śmiertelne: 6256
Ranni: 13000

Nadal wiele osób jest poszukiwanych. Mówi się o kolejnych 10,000 osób.
Trwają akcje ratunkowe.

Brakuje dostępu do wody pitnej, jest duże zagrożenie wybuchu epidemi.
Wiele osób zostało bez dachu nad głową.

Ja mogę relacjonować na bieżąco to co dzieje się w Kathmandu, gdyż tutaj mieszkam. W większości części miasta nie ma nadal prądu, jest problem z wodą, mieszkańcy śpią na ulicach w namiotach.

Mam słaby dostęp do internetu i problemem jest ładowanie bateri komputera, ale kombinuje i szczęśliwie daje radę.

Dziś Kathmandu wraca trochę do życia.
To była pierwsza noc bez wstrząsów. Przestał padać deszcz i świeci słońce.

Tych których domy nadal stoją i nie ucierpiały, szykują się dziś do powrotu do swoich domów.
Ci którzy nie mają już dokąd pójść , mieszkają nadal w namiotach....

Problemem jest : brak wody pitnej.
Oczekiwanie do pobrania wody z pobliskiego publicznego punktu pobioru wody to około 3 godziny stania w kolejce.
Na jeden dom przyznano 30 litrów wody.
Na naszą jedenasto-osobową rodzine to za mało.
Ale radzimy sobie. Szczęśliwie złożyło sie, że dzień przed wstrząsami przywieźliśmy wodę do domu w baniakach i mamy zapas 120 litrów.

Przy punkcie poboru wody dochodzi często do sporów i kłótni, ponieważ wody nie starcza , ludzie wracają i pobierają więcej niż zostało każdej rodzinie przyznane.

Jest problem z toaletą, nie ma mowy o jakimś prysznicu, nikt nawet nie pyta o ciepłą wodę...

Nastroje sie pogarszają, zaczynają się kradzieże, szczególnie w nocy.
Grasują bandy które okradają opuszczone domy i ludzi śpiących nocą w namiotach.
Ludzie zaczynaja sie bać, nie czują sie bezpiecznie.
To relacja z tego co widzę z miejsca w którym mieszkamy, na obrzeżach Kathmandu, w nowo powstałej dzielnicy, raczej bogatszej...

Czy ja się boję? :

Trochę tak.

Tylko, że już nie wstrząsów,- tylko bardziej ludzi, jakiegoś napadu...
Jutro jadę z transportem żywności na wioskę i każdy znajomy nepalczyk mówi mi że to jest niebezpieczne, że mogą mnie napaść po drodze i ograbować z transportu żywności.
Jadę z trzema osobami - ja, dziadek( ojciec mojego męża), pracownik mi casa, który pochodzi z wioski na którą jedziemy i kierowca samochodu.

Planowany wyjazd - jutro 6 rano.
Jedziemy do Arkhet Bazar, małej miejscowości w rejonie gór Manaslu położonej 160 km od Kathmandu tuż przy granicy z Tybetem. 
Od Arkhet Bazar trzeba dojść do wioski o nazwie Baseri, około 2 godziny w górę.

Pomoc dla jednej rodziny to około 70 $.
Za tą sumę kupimy:
Ryż, soczewicę, olej rzepakowy, namiot.

Dziękuje Wam za wszelkie wsparcie, dobre słowa....
Myślcie o nas...

Dziękuje!

Z Kathmandu,
Sylvia
Namaste z Nepalu,

Świat obeszła wiadomość o trzęsieniach ziemi które nawiedziły Nepal przez ostatnie cztery dni jak i również zdjęcia które są bardzo wstrząsające i poruszające.
Nie chcę już do tego dokładać swojej własnej histori i przeżyć bo te przeżycia są bardzo traumatyczne...

Ci którym domy nie runęły i nadal stoją-  i tak mieszkają w namiotach poza domem bo boją się wrócić do swoich domów .
Ci którym domy runęły - nie mają juz gdzie wrócić...


Wolałabym jednak skoncentrować się teraz na tym co dobre czyli na niesieniu pomocy innym. Bo to teraz najlepsze co można zrobić, - skierować swoje myśli do  pozytywnego działania, odnaleźć w sobie nadzieję i siłę i zrobic coś dla innych, cokolwiek, choćby to miało jedynie pomóc tylko nielicznym.

Moja propozycja jest niesienia pomocy ludziom koncentrując się przede wszystkim na wioskach.
Kathmandu sobie poradzi, tu są szpitale i różne organizacje pozarządowe które działają dosyć mocno bo wszyscy im na ręcę patrzą.
Wioski położone w Himalayach cierpią najbardziej.

Trudno nam bedzie dotrzeć do wszystkich, to nie jest raczej możliwe.
Ale możemy zmienić coś w jednej, może dwóch wioskach.

Baseri- Wioska położona 160 km od Kathmandu. Blisko granicy z Tybetem w rejonie Manaslu. Liczy około 4700 mieszkańców, 700 domów. 
Większość mieszańców to kobiety z dziećmi i starsi ludzie.
Brakuje na wioskach młodych mężczyzn, którzy w większości wyjeżdżają z wiosek za chlebem, najcześciej do Kathmandu ale także do pobliskich państw Azji ( Indie, Dubaj)

Wioska Baseri ucierpiała bardzo, gdyż epicentrum trzęsienia było obok.
Z 700 domów ocalało jedynie pare domów.
Runęła także szkoła podstawowa( jedyna zresztą na wiosce)

Wioska jest miejscem urodzenia mojego męża i ponieważ znam dobrze jej mieszkańców, zwyczaje, jest bliska mojemu sercu - stąd pomysł pomocy jej mieszkańcom. 

Kim jestem ja? :
Mieszkam w Kathmandu od paru lat, prowadzę tu hotel Mi casa. Nepal jest moim domem. Mam trójkę małych dzieci i wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy innym.
Życie tu jest trudne i bywa nieraz pełne doświadczeń które są zupełnie inne od tych w których wyrastałam.
Pomimo, że Nepal uczyniłam swoim domem, nie jest to dla mnie absolutnie żadne Shangri-la, choć niektórzy czasem o tym miejscu tak właśnie piszą.
Ludzie jak to ludzie wszędzie bywają serdeczni, otwarci, pozytywni ale też mogą być zazdrośni, zawistni, agresywni.
Mimo wszystko tu mieszkam, żyje, wychowuje moje dzieci i chce coś zrobic dla tego kraju.

W maju w Nepalu nadchodzi monsum. Pada wtedy każdego dnia, parę godzin dziennie.
Ludziom brakuje obecnie schronienia, mieszkają pod gołym niebem.
Potrzebna jest pomoc natychmiastowa.


Potrzebne jak najszybciej są:

Namioty : jeden namiot może dać schronienie dla około 15 osób.
Koszt to około 35$ za sztukę.

Ryż - 30 kg ryżu to około 25$
Soczewica - za 1 kg soczewicy trzeba dzis zapłacić 3$

Ceny produktów obecnie znacznie wzrosły, niekiedy nawet pięciokrotnie.

Dodatkowe koszty to transport darów na wioskę, może ewentualnie dodatkowo dojść opłata porterów za wnoszenie darów na wioske gdyż samochód z braku drogi nie dojeżdża do samej wioski.


Kontakt mejlowy ze mną jest ograniczony.
W Kathmandu ciagle nie ma prądu , internet działa tez bardzo słabo.
Podaje więc kontakt do mojej koleżanki Agaty, która mieszka w USA, była w Nepalu i włącza sie całym sercem w pomoc innym.
Proszę piszcie do Agaty i do mnie też ( choć ze względu na słaby internet nie mogę obiecać odpisania na Wasze mejle. Obecnie na mojej skrzynce jest około 700 mejli do odczytania - wiele z tych to listów to słowa z wyrażoną chęcią niesienia pomocy innym.
Wierzę, że razem wspólnie możemy cos zmienić!

Mejl do Agaty: agaszwed@yahoo.com
Telefon w USA: 201-923-8466 ( proszę sprawdź różnice czasową)

PayPal: agaszwed@yahoo.com


Mejl do mnie : sylvia.neupane@gmail.com
Mobile/Viber: +977 9843 247 396
Hotel Mi Casa: +977-1-441-5149 ( ten numer działa najlepiej)

Dziękuje Wam!

Sylvia z Kathmandu




Help Nepal


Namaste (Greetings) from Nepal,

The entire world has heard the tragic news about the strong earthquakes that occurred in the country of Nepal these last 4 days and has also seen the visual pictures and videos of the tremendous destruction it has caused which is heart-wrenching. 

I don't want to add my own personal story and first hand accounts to this because the whole experience has been very traumatic... 

Those whose houses are not completely in ruins and still standing - are nevertheless still living in makeshift shelter tents outside because they are afraid to return to their homes in anticipation of more possible aftershocks; 
Those whose homes are totally in ruins - don't have a home to return to and are now homeless... 

I would much rather focus now on the positive aspect of this, which is coming together to bring aid to others in need. Because this is the best thing we can do right now - to turn our attention and thoughts into positive action, uncover hope and strength within ourselves, and do something selfless for others; 
Anything, even if we are only able to help a few.... 

 My proposal is to bring aid to the Nepalese people, concentrating first and foremost on the villages. The city of Kathmandu is able to handle the situation well, they have hospitals and many non-governmental organizations which work hard to provide aid since they are under scrutiny and that is expected of them. The more remote villages on the outskirts of the Himalayas suffer the greatest.
It will be very difficult for us to reach everyone who needs our help, this is rather impossible; but we can make a change in at least one village, maybe two.

Baseri- a village located 160 km from Kathmandu is near the border of Tibet in the Manaslu region.It has a population of about 4700 people and 700 homes. Majority of its inhabitants are women and children and the elderly. Villages have a dire shortage of young men, since most of them travel far distances searching for work to make a decent living and put food on their family's table. Many of them seek employment opportunities in Kathmandu but also travel internationally to nearby Asian countries like India and Dubai, etc...

The village of Baseri suffered greatly and sustained devastating damages because the epicenter of the earthquake was right next to it. From the 700 homes, only a few were spared and left intact and the only elementary school in the village also lays destroyed in ruins. This village is my husband's birthplace and because I am very familiar with the people and customs, it is very dear to my heart; This is the reason and inspiration behind my idea to help these villagers as much as possible to get back on their feet. 

Who am I?:
I live in Kathmandu for the past few years and own/manage Hotel Mi Casa there. Nepal is my home. I have 3 small children and a deep internal desire and need to provide aid to others in need. Life here is very difficult and sometimes full of experiences which are completely different from those of my upbringing. Although I have made Nepal my home, it is absolutely not any Shangri-la, even though some may describe this place as such. The people here, like any other people, can be warm-hearted, open-minded, positive but can also be malicious, envious, and aggressive. Nevertheless, I still live here, lead my everyday life here, raise my children here, and want to do something for this country. 

May is monsoon season for Nepal. It rains then every single day, a few hours daily. The people currently have no shelter to turn to, they live under the open sky. They are in dire need of immediate relief aid/help.

The items needed the most right now are: Tents: one tent can provide shelter to around 15 people; the cost is about $35 per tent Rice: 30 kg of rice costs about $25 Lentils: 1 kg dry lentils costs about $3 The price of current goods/products have greatly increased, some even five fold. 
Additional costs are for the transport of these goods to the village(s), possibly even the cost of hiring porters to transport these goods by foot since automobiles are unable to reach the village due to the lack of roads.

Internet contact with me is very limited. In Kathmandu there is a constant power outage and the internet access is extremely slow and limited. 
I am providing the contact information to a dear friend of mine, Agata, who has traveled to Nepal in the past and is full-heartedly willing to offer her help in this relief effort. Please contact Agata and myself ( although due to the limited internet access I am unable to promise a quick response to your e-mails). I currently have about 700 unread e-mails in my inbox, many of which are offers to provide help and assistance to the Nepalese people most affected by this natural disaster. I fully believe that together as one unity we can achieve something great and help these people to rebuild their shattered lives and homes! Thank you all in advance, NAMASTE!

Agata's e-mail: agaszwed@yahoo.com 
PayPal: agaszwed@yahoo.com


Viber: +977 9843 247 396